Author: admin


Sybyr – Unrelatable Mess Lyrics


[Intro]
(‘Ringe)
Yuh, yuh, yuh, yuh
Ayy, yuh, ayy, ayy

[Verse]
Sometimes I jus’ wanna rip my vocals out my neck
Sheesh, mostly I don’t like to f**kin speak ’cause y’all a mess
Sheesh, most the shit I like is highly unconventional
f**k, you don’t f**kin’ get me and it always piss me off
No, I ain’t depressed but I feel like just not breathin’, right
I could make a start and go the f**k to sleep, like every night
Tend to f**kin’ yodel every second that I’m f**kin’ ‘wake
Talk about so distant, I’m not here so we could both relate
Runnin’ up out of breath, reaching new lows, hence, why I’m f**ked in the head
All of these damn questions ’bout my existence, sorry that I’m not dead
You gon’ do put up with the left shit, dumb bitch, I don’t f**kin’ care about karma
Stupid, every day I wake up with the same shit
Nah-nah, every week I’m up inside the same roof, not lit
Any beat I’m touchin’ isn’t worth it, it gets ripped
f**k what you like, I’m not mommy or daddy
Bitch, I go left on a verse very promptly
Shit, I’m just tired of bleh-bleh-bleh
f**kin’ drink my piss, stop drivin’ out my brain cells
Forget about this goddamn Syringe
“What the f**k is you on?” Bitch, I’m on oxygen
Satan is marvellous, get off my carcass, ayy

Luxtorpeda – Mowa Trawa Lyrics


[Zwrotka 1: Hans]
Zezowate myśli w pustej głowie fruną
Paluszki jak serdelki nerwowo pracują
Plują usta z febrą szczerbatymi słowy
Tak oto zezowate myśli uciekają z głowy

[Mostek: Litza]
Mowa oszusta – groch i kapusta
A przez otwarte na oścież usta
Widać, że głowa jest pusta…
Pusta!

[Refren: Hans]
Mowa trawa z prawa, mowa trawa z lewa
Murawa się rozrasta kiedy się podlewa
Mowa trawa z prawa, mowa trawa z lewa
Murawa się rozrasta, ale ją olewam

[Zwrotka 2: Litza]
Nie pierwszy i nie ostatni
W swoich przemowach był słodki i gładki!
Widać, że facet się stara
Między zębami mięso z tatara!
Kaprawe oczęta chytro spoglądają na cię
Plamy na krawacie i wczorajsze gacie
Międli po kieszeniach, szukając przemowy
Tak oto zezowate myśli uciekają z głowy

[Mostek: Litza]
Mowa oszusta – groch i kapusta
A przez otwarte na oścież usta
Widać, że głowa jest pusta…
Pusta!

[Refren: Hans]
Mowa trawa z prawa, mowa trawa z lewa
Murawa się rozrasta kiedy się podlewa
Mowa trawa z prawa, mowa trawa z lewa
Murawa się rozrasta, ale ją olewam

Penx – Bragger 4 Lyrics


[Intro]
Yo!

[Zwrotka]
Moja piramida potrzeb to mieć piramidę
Chowają głowę w piasek kurwy znowu, gdy ja idę
Wiem, dla mnie to plaża ryju, rozjebać na łopatki
Nie wychodzę z formy nigdy, scena to ruchome piaski
Nie zapadłem się po ziemie, klasa, choć jest ciężko
Ziemia zapada się pode mną, wrastam w człowieczeństwo
Palę te zwoje kreśląc, tonę w głowie to mam brudów
Nie żądam cudów, a mój ósmy, skumaj, powstał z gruzów
Ha! Ale beka
Może odbudujesz się kurwo, a miłość w Tobie zamieszka
Jak się tu nie chcieć wkurwić i nie być, skumaj, spiętym
Jak każdy śmieć się burzy, jak już masz fundamenty
Ludzie chcą palić ludzi, pustaki palą cegłę
Pójdę się napić wódy, patrzyć się na to nie chce
Każdy się jara, no brawo, owacje są, to piękne
Nie wiem kim jestem, wkurwiam się, gdy mówią “bądź człowiekiem”
Nie chcę! Wiesz, wiesz, wybacz łzy
Pieprzę, nie chcę być jak wy
A jak już jestem ponad, żebym dojebał stwórcy
Jak jesteś jeszcze skojarz to [?] kurwa
Tak znęcam się nad ludźmi, korona wiecznie moja
Patrz, wwiercam się wam w mózgi, no to jak będzie, zgoda?
Zapiera dech wam, spójrz, no kogo zaś będziesz wołał
A teraz cześć, pa kurwy – po to mam ręce Boga
Nie chcę mi się z wami żegnać, a co dopiero witać się
Nie chcę mi się z wami jebać, ale rodzi się rozkmina prze
Rozstania są bolesne, ja widzę pozytyw, wiesz co?
Umrzesz to przecież też wjedziesz przywitać się ze śmiercią
Jak się rodziłem, weź ogarnij, mama miała ciężko
Kocham Cię mamo, chociaż też czasem nie miałem lekko
Myślisz, nie doceniam, doceniam, czasem wkurwiam
Sto pro, że będziesz dumna, sukces rodzi się w bólach
Myślisz, że jest mi źle z tym, że nie masz mnie na głowie
To jakby ojciec był zazdrosny, że byłem w Tobie
Oho ryju, może powiesz “głupie”, co?
Chuj mnie to, Cezar by pokazał “Lubię to!”
Przegram z życiem to wygram ze śmiercią
Dlatego nigdy nic nie nazwę klęską
Trudno będzie pewnie wam znieść piekło
Się unosisz – niepotrzebnie, jak też miałeś ciężko
Skurwysynu, rap jest dla mnie ścieżką
Ziomki mówią “pisz i żyj, a testament pierdol!”
Przy mnie nie zginiesz mała, zabiłbym za Ciebie, wybacz
Więc prędzej zginę mała, niż stanie Ci się tu krzywda
Czuję się nieśmiertelny i ten temat dla mnie świeży
I mimo to wierzę, że mój charakter też da się przeżyć
I co w związku, że Ziemia jest domem wszystkich?
Spotykasz swoją byłą, myślisz o eksmisji? (poważnie?)
Nie ma litości, muszę Cię zająć znowu
Nie możesz kupić miłości, możesz wynająć pokój
W sumie chuj prawda, wystarczy dziś auto z salonu
I kurwa bangla Ci wszystko znowu
Ostatnio nie mam nic, chyba wszystko mi się wydaje
Świat to psychiatryk, będzie pokój, jak nie będzie klamek
Ja nawet nie patrzę na was, się kurwa brzydzę ludźmi
Pierdol dalej, że nie mam warsztatu, sobie piszę w kuchni
I żaden pacyfista, by nie wyjść z pokoju ziomek
Ma mordę jak Joker, House of Cards to nie mój przydomek
Ten bit to chory pacjent
Masz wersy, a to Cię zaboli strasznie
Twe linie bez wyrazu, ja muszę Cię skreślić za to
Odbieram wam życie nimi, kurwa spójrz na respirator
Się nie pucuj do mnie, ja se robię brudne rapy
I się obronią zawsze, bo mam łeb nie od parady
Jak to ugryźć? Pozjadam, tak się gotuje we mnie
Fletom tuba nabij ryju, nawinąłem se al ‘dente
Linie tak uniwersalne pisze, to przebijam kartkę
Na następnej mogą czytać Braille’em
Się nie tykam, widzę takie czary
Że gdybym dotknął przeczytałbym: “Typ jest przejebany!”
Chuj z tego, że o sławę dzisiaj nie jest trudno
Jak dla rapera propsem jest to, że nie jest kurwą
Zostawiam bez komentarza
Dziwki na klipach ruchane są przez dwunastu
To takie nietuzinkowe i kurwa tak zwariowane
Że się tu zaraz popłaczę i zobacz, jak łzy mi lecą
Weź kurwa daj mi tabletki, bo się zaraz odwodnię
Nie muszę rymować nawet, bo przecież to teraz modne
A dzieci mnie nie kojarzą, o kurwa, to takie przykre
Co będzie tu z moją gażą, no chyba chwycę za brzytwę
I łzami słono zapłacą, ja w końcu coś na was przytnę
Nie wiem co mam powiedzieć naprawdę
Jesteście tak bardzo śliczni, że jak się tak patrzę na was to myślę, że sobie robicie jaja
Ja czekam ryju, aż twój idol sobie dorobi cycki mówiąc jeszcze czym jest prawda
Będzie Cię karmił kłamstwem i zrobi laskę
Żebyś kupił płytę, ogarnij dwuznacznie
Jak Ci zrobi laskę, będziesz pierdolił tę płytę
I nie zostawisz swej kobiety, bo to jakbyś był zazdrosny o lesbijkę
Augiasz się wita ze mną, no to mu biję pionę
Pędzę jak sekretariat, wprowadzam nowy porządek
I zmieniam bieg Rubikonu, zobacz jak robię czystki
Przechodzę na drugą stronę, przetapiam te złote myśli
Kurwa, na kolone co nie, a ja
Zaczyna mi się powodzić, nikt na mnie nie wpłynie, bo se robię swoje i gram, swą symfonię
I patrz, bo to czwarta część i znak, że to wjeżdża tu jak popierdolone
Jestem, jak pół-Beethoven, do tego mam tęgą głowę
Step zrobi Bragger symphony, będę machał batonem
A jak obrosnę w pióra to polecę wyżej pewnie
Wciąż pamiętam dokąd idę no i skąd przyszedłem, PATO, PATO
Wciąż pamiętam dokąd idę no i skąd przyszedłem
Wciąż pamiętam dokąd idę no i skąd przyszedłem


Sybyr – Pray For My Downfall Lyrics (feat. Leon’swolf)


[Intro]
‘Ringe
Yuh, gawk, gawk, gawk, gawk
Ayy

[Verse 1: Sybyr]
Ayy, Columbine state rage
Piss, all on my face, yuh
Shit all in my mouth, ayy
Swim, f**k up n’ drown, ayy
Death, all in my head, yes
All I wanna do is vanish
Scrubbing the dirt in the darkness
f**k tryna be the best, ayy

[Chorus: Sybyr]
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all

[Verse 2: Leon’sWOLF]
I just want the bands right now (Money)
Money in my hands think I’ve found my calling (Uh)
“What a nigga future career gonna be?”
Hustle motherf**ker, shit, my only motivation And I love to hear opponents
It just keep my entertainment f**king flowing
I embrace it as a ritual
I’ma let it be known I’m a god to a pussy f**k nigga show your worth
One flick of the wrist make a nigga turn to dirt
Oh you f**kers wanna see us fail
Hope that you can see in Braille
What that mean? You see WeirdCLVN is full of the innovative
Every other nigga ain’t on levels close to as creative
Bitches gonna talk cause that’s all they know to do
Faggots gonna hate on what real men do (Real men do)

[Chorus: Sybyr]
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all
I hope that you pray for my downfall
We racking and goin’ to take it all

Luxtorpeda – Pozdrawiamy! Lyrics


Bądźcie pozdrowieni wszyscy psychoneurotycy
Za nadczynne serca wasze
Bądźcie pozdrowieni nerwicowcy nadwrażliwcy
Za święty niepokój i empatię

Za zachłanność w miłości
I strach przed utratą bliskich
Lęk w samotności niepewność ciszy
Gdy natrętnie myjecie ręce
Świat się staje bielszy
Niepoznani bądźcie pozdrowieni
Nie jesteście sami

Kto ma rację dzień wcześniej od innych
Ten przez dobę uchodzi za idiotę

Tak w ramię w ramię z wariatami
Idziemy prosto Jeden w przód a drugi w tył
Razem wstajemy razem też się przewracamy
Chodź z nami nie stój sam

Bądźcie pozdrowieni zagubieni
Niepraktyczni w codzienności
Przygotowani na wieczność
W niewidziane wpatrzeni
Bezsenni lunatycy
Mimo bliskości
Nieustannie za daleko
Za niezwykłość dróg waszych
I talenty nieodkryte
Zagłuszone hukiem maszyn
Mechanicznie i na siłę
Za nieśmiałość i milczenie
Między niedopowiedzeniami
Niepoznani bądźcie pozdrowieni
Nie jesteście sami

Kto ma rację dzień wcześniej od innych
Ten przez dobę uchodzi za idiotę

Tak całe życie ramię w ramię z wariatami
Idziemy prosto jeden w przód a drugi w tył
Razem wstajemy razem też się przewracamy
Chodź z nami nie stój sam

Pewnościsk świata chory krwioobieg
Drętwieją dłonie szumowiny w głowie a
Aż człowiek dostaje duszności
A światoczułych milczenie owiec
Kurczowo trzyma za ręce za włosy
Bezwzględnej czułości miłościsk

Penx – Odwet Lyrics


[Zwrotka 1]
To jest o gościu co ma swoją rozkminę, powiesz – chuj z tego?
Za chwilę Ci to rozwinę, dawno stracił coś cennego
Z natury spokojny chłopak, na pozór, i się nie woził
Nigdy nie wszczynał awantur, a jak coś chciał, o to prosił
Zawsze pomocny typ, za brata by oddał życie
Taka faza że odebrał, rozkmiń jak idzie na bicie
To teraz z kolei z typa kurwa został wrak
Dawno się już wykoleił, bo wpadł w to grono szmat
Nie odmawiał alko, za to mózg mu posłuszeństwa
Bo jakby odmówił, nie miałby tu kurwa gość już miejsca
Gość zresztą po przejściach, od dziecka tyrana psychika
Przez ojca tyrana, matkę co co dzień coś łyka
Miał miano alkoholika, u ludzi których unikał
Zawsze się wypierał, choć z domu ciągle alkohol znikał
Teraz marzył o jednym, i chciałbym Ci to streścić
Jebało go czy wdepnie w bagno, od lat pragnął tylko zemsty
Pewnego dnia rozkminił pomysł, by ustawić się z dawnym ziomem
Żeby pogadać o tym w jaką kto tam poszedł stronę
Widać było od kopa, ziomek w stylu wielka flota
Piękna foka, i tylko pytał chłopa co na blokach..

[Refren]
Każdy pójdzie na ścięcie za krzywe akcje, to na bank tu
Nie chodzi by nie robić nic, trzeba mieć łeb na karku
Ty lepiej uważaj zawsze, co mówisz, jak odjebałeś
Przeszłość ziomuś wraca tu często niespodziewanie

[Zwrotka 2]
On mu streścił już po części jaka go spotkała faza
Chujowe wieści że na dobre mu została skaza
W toku opowieści przechodzili od słowa do słowa
Tamten zaczął mu się chwalić jak kiedyś typa skatował
On go słuchał uważnie, jak nigdy nikogo, wierzcie
Rozkminia całą historię jakby to widział już wcześniej
Pyta kiedy, czemu? jak on zginął?
Był ciekawy, pragnął żeby dalej rozkminę przewinął
To było parę lat temu, a miejsca nie wybrałem stricte
W obskurnym klubie kurwa, gdzie wtedy siedziałem z drinkiem
Chciałem mieć hajs i chody w chuj, chodziło mi o jedno
Młody gnój mi się nawinął, musiał dostać nóż pod żebro
Po chwili bez wahania zaczął mu to opowiadać dalej
To o dragi poszło, typie pojechałem na rozpoznanie
A ktoś inny zabił go, ktoś takie tam złożył zeznanie
Były sprawy dużej wagi, zabójstwa nie było w planie!

[Refren]

[Zwrotka 3]
Wszystko była kurwa jasne, wybiła godzina zero
Minęła chwila, dopił drina, za chwilę wyjdzie na zero
Rusza do kibla, w głowie już wszystko gotowe, wierzcie
Rozkminił – zaczeka, wcześniej jeszcze przypierdoli kreskę
Skitrał w rękaw nóż spod baru, w mózgu się gotuje w kurwę
Wiedział że za kilka minut na zawsze poczuje ulgę
Więc oprawca wszedł, popatrzył mu prosto w oczy
Zanim tamten się domyślił on już zadał cztery ciosy
Miał już w płucach cztery kosy, pewno krwi, się poddał mięśniom
Zobaczy teraz jak to jest oddychać pełną piersią
Przykro mi jest przyjacielu, miejsca nie wybrałem stricte
A w tym przypadku też się muszę zadowolić kiblem
Chciałeś mieć chody w chuj, masz schody w chuj
A ten młody gnój co się nawinął był kurwa moim bratem
No i chuj w te dragi, no bo nie pójdę na rozpoznanie
Że ktoś zginął przez przypadek, ktoś takie złoży zeznanie

[Break]
Na chuj się chwalisz hajsem, wśród graczy to nic nie znaczy
Bogaty to jest ktoś kto swych bliskich nie traci
Chciałem się tylko spotkać, rozkminić znowu jakieś chlanie
Opowiedzieć fazę brata, zabójstwa nie było w planie…

[Refren]

Sybyr – Stop Me Lyrics


[Intro]
Turn back if you can, this is not a good track
‘Ringe
Turn back if you can
Agh, ayy

[Verse 1]
Better off tryna stop me, from releasing all these plots of mine
I go oh so distant with this motherf**kin brain of mine
Oh no oh so worried if you think of crossing any line
You don’t taste so goodie, you remind me of some wrinkled wine
Yeh I got some lube up in the back, tryna lube ya back
What the f**k is this? Where’d I go, finna bring it back
Anti anti world, nothing else, what the f**k to say?
I ain’t spillin plots, but refrain me from catching a case
My new name is Satan, f**k a Ringe, I’m busy makin cringe
She don’t like no weirdo in her pants, I didn’t take offense
Too bad that I’m climbin through the roof, on no pun shit
Come n skin me up, on my chest, leave a mark bitch
I need me a tally, since I’m salty like a broken dick
Sociopathic energy like I don’t feel a damn thing
Shawty help me mixin with the kicks, while I bite the tits
Damn I need a rinse, strokey strokey, here’s all of the kids

[Verse 2]
Banging out bangin out work, thanks for this f**kin reminder
Sheesh, Ringe ringe ringe, everyday, let it blind ya
Ay, niggas gotta problem, f**kin gut me, get it poppin
Ay, I am from Wisconsin, let it snow, on my island
Ay, still a Yaung Emperor don’t let my words confuse you
Nah, I don’t make no sense, like my head, I got an issue
Ay, demon with my dagger, drag her energy right after
Whoa, trippin with that pussy, I call it the heavy napper
Sheesh, f**k with a nigga like, damn
Speaking da numbers like I got a plan
f**k what you heard about gettin the bands
Bruisin myself cause I do what I can
Ay, rowdy nigga gotta Nut
Don’t be afraid to go plug it in butt
Call me the demon that stuck in the mud
I call you my bitch you remind of pugs
Ugh, why did you piss on my bed?
Sheesh, I love when you turnin all red
Nah, I love when you think of me dead
Yeh, imagine when we givin head
Wait, CLVN at the show n we break shit
What the f**k is a love I don’t think shit
I’mma demon n demons don’t love shit
If you count your destruction then f**k it

[Outro]
Ringe


Penx – Die To Born Lyrics


[Zwrotka 1]
Yo, mam dziury we łbie od dawna, bo taka jest ta gra
Muszę je mieć skoro głowa znowu kurwa pęka w szwach
Chcą mnie zabijać stylem, tylko któryś niech mnie dotknie
Mam ich za sobą skoro coś pierdolą, będzie po mnie?
Co jest tromfem? Powiedzą to niemądre
Idioto, trzeba jaja mieć, by być ciągle w formie
Póki co dramat jest, choć ponoć starasz się, weź zamilcz
I nie rób jaj, zdaj się na siebie kurwo – #to eggzamin
Zdaj sobie sprawę, to ma sens
Nie wyjdziesz na ludzi idąc po łebkach, bo tak jest
Argumenty z dupy to jest to, co czeka mnie
Pytasz czemu takie porównanie? – niebo nie
Czuję się ciężko, bo tonę, kłuje ten ból na splocie
Nie wejdę na burtę z wami, no bo se znó zaskoczę
Piekło – niebo, dobro – zło, a weź to pierdol
Konkretną bredią to ja chcę tu znowu jebnąć w sedno
Zło jest dobrem co jest dobre, odpowiedz sam sobie
Spoglądam w niebo, spuszczam wzrok na ziemię, już zapomnę
Skoczyłem z okna kiedyś bo chciałem się zabić
Lecę w górę – Stwórca obrócił ziemię do góry nogami
Chciałem się powiesić kiedyś, co Cię kurwa bawi?
Tak ciężko na głowie, że sznur w końcu kurwa tu szlag trafił
I jak już sięgam dna, on dalej toczy piłkę
Ryzyko, piękna gra, nie wiem – wybrać to czy życie?

[Zwrotka 2]
Rudy skurwysyn, co znów im uciszy japy
Zrób im submission i duś ich – są niczym szmaty
Chuj z ich ambicji, każdy już liczy straty
Chuj ci na imię, nie jesteś gody być z nim na “ty”
Beka z samobójstwem, uwierzycie, nie?
Sztuką nie jest przejść przez życie, tylko dobre życie wieść
Penx, szubienica, szmaty chcą się wieszać na mnie
Choć z takim ryjem jak mój im podbijać niewskazane
Odkręcam flachę, otwieram japę i wkręcam banie
Podkręcam machem i czekam zatem, co się tam stanie
(Jakieś brednie do rymu)
(Jakieś brednie do rymu)
Dwa ostatnie wersy – nie skumałeś? Cofnij, sprawdź
Weź nie pierdol! Właśnie tak rozumiem polski rap
Tak na serio rozerwałbym tu na strzępy was
Wypierdalać się rozerwać i płacić za strzępy hajs
Szkoda strzępić ryja, ryju, ryja nie drzyj również
Rara, rija, riju, ze mną krzycz na pełnej kurwie
Nie dotrzymujesz słowa – wiara? Trzeba se zasłużyć
Trzymasz mnie za słowo, by nie upaść, muszę przestać mówić
Szybko się wycofasz, aha, to taki flashback
Nie będzie ci do śmiechu, aha, to taki bezbek
Chyba jesteś pojebany, jak mówisz o przewózce
Nie pierdol typie, bo odbija mi tylko przed lustrem
Ci, co wierzą we mnie być może się wkurwią trochę
Czy już jestem tak wysoko, że mi mówią “z Bogiem”?
Nie cenie się tak nisko, spoko, bo to wszystko z głoą
Nie wkurwiam się, gdy chcę być kimś, a jestem tylko sobą

Luxtorpeda – Pies Darwina Lyrics


[Refren: Hans]
Nie, nie wierzę, nie
Nie, nie wierzę
Nie, nie wierzę, nie
Pies Darwina wątpić zaczyna!

[Zwrotka 1: Litza]
Głupie przesądy
Bezpieczne poglądy
Chore teorie
Które fałszują historię
Doberman Darwina
Wątpić już zaczyna
Nie wierzę w nic, co pochodzi
Od tego, który nas dzieli i szkodzi!

[Refren: Hans x2]
Nie, nie wierzę, nie
Nie, nie wierzę
Nie, nie wierzę, nie
Pies Darwina wątpić zaczyna!

[Zwrotka 2: Litza]
Szczęśliwa trzynastka
Pochlebstwa, co łaska
Gówno promuje
Udając dobro
Nas truje
Ludowe zwyczaje
Ręki na krzyż nie podaję
Nie wierzę w nic, co pochodzi
Od tego, który nas dzieli i szkodzi!

[Refren: Hans]
Nie, nie wierzę, nie
Nie wierzę nie
Nie wierzę
Nie, nie wierzę, nie
Nie wierzę nie
Nie wierzę

[Zwrotka 3: Hans]
Jakoś nie chce mi się wierzyć
W korporacyjne dobro
Gdzie sprzedają na salonach
Za miliony ludzką godność
Jakoś nie chce mi się wierzyć
Że doktryna czy idea
Może być bardziej święta
Niż życie człowieka
I nigdy nie uwierzę
W słuszność jakiejkolwiek wojny
I że można sprawiedliwie
Deptać ludzi za poglądy
Jakim prawem chcesz mnie sądzić?
Zostaw drzazgę w moim oku!
Moim ludzkim prawem błądzić
Wszelkie sądy zostaw Bogu!

[Refren: Hans]
Nie, nie wierzę, nie
Nie wierzę nie
Nie wierzę
Nie, nie wierzę, nie
Nie wierzę nie
Nie wierzę


Sybyr – I Want The Roof Lyrics


[Intro]
Virus

[Chorus]
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof, bleh!

[Verse]
Too many goddamn little baby bitches on the roof, drag ’em off
Too many imbecilic motherf**kers thinking that they the new, shoot ’em off
Mess, a colossal mess of death, if I get my hands on one of your f**kers necks
Yes, I’m out of my breath, I’m out of my zone so I’m onto your nest, yes

[Chorus]
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof
I want the roof, I want the roof
I’m taking your head if you want the roof, bleh!

[Refrain]
Ready or not, I got a rock
Throw at your temple, watching you drop
Ready or not, I got a rock
Throw at your temple, watching you drop
Ready or not, I got a rock
Throw at your temple, watching you drop
Ready or not, I got a rock
Throw at your temple, watching you drop

Luxtorpeda – Trafiony Zatopiony Lyrics


[Bridge: Litza]
Skąd pochodzą takie myśli? Skąd pochodzą takie słowa?
Kto tu nie chce się ujawnić? Komu się to nie podoba

[Zwrotka 1: Hans]
Kiełkują ziarna nienawiści zasiane
Zmieniasz się tak że sam siebie nie poznajesz
Namierz przyczyny a gdy już je odnajdziesz
To co w tobie cię zabija
Wyrwiesz razem z korzeniami

[Refren: Litza x4]
Trafiony zatopiony

[Bridge: Litza]
Skąd pochodzą takie myśli? Same czarne podejrzenia
I niesprawiedliwe sądy i fałszywe oskarżenia

[Zwrotka 2: Hans]
Nieufność toczy cię jak rak i widzisz zdradę wszędzie
Schizofreniczny świat podszyty nerwicą i lękiem
Chcesz budzić strach ale boisz się sam
Teraz wiesz gdzie jest cel przeładuj namierz i strzel

[Refren: Litza x4]
Trafiony zatopiony

[Zwrotka 3: Hans]
Masz pochlebcę który łechce twoje ego
Niby szczerze ja nie wierzę że to będzie coś dobrego
Podpowiada przytakuje raz nagradza a raz szantażuje
Straszy prosi szepcze krzyczy mąci godzi
Lub rozpływa się w zachwycie
Nie szczędzi dobrej rady i cedzi słodkie słowa
I leje miód na uszy przeżuć wypluć zwymiotować

[Refren: Litza x4]
Trafiony zatopiony

W.e.n.a. – Wszystko Lyrics


[Verse 1: Włodi]
7:30 – siedzę na krawędzi łóżka
Twarz chowam w dłoniach, nie podchodzę do lustra
Dusza porzucona, na dnie pusta muszla
Przepuszcza okazję by coś zmienić, bo już mam
Dosyć wygranych, dość porażek
Dowodów na to, co jest ważne
Hedonizmu, dość ascezy,
Cholernej presji, mnóstwa przeżyć
Układów, kompromisów
Cudzych butów w moim życiu
Ślepej wiary, dość obowiązków
Coś jest ze mną nie w porządku?
Mam dość istnienia sensu – zbyt wiele pustki w sercu –
Własnych myśli, ludzkich głosów, dość muzyki, (megaherzów)
Pokory, dobrych rad
Na zewnątrz chłodny wiatr
Zabierze gniew dym z moich ust
Mam dość przemyśleń, pustych słów
Dość walki, dość niemocy
Przeczucia, że czas skończyć
Wszechwiedzących ignorantów
Wezwań do spłat raty w banku
Falsyfikaty. Mam tu, miłość, przyjaźń i szacunek
Bazar uczuć, full podróbek, też masz dosyć? (Witam w klubie)

[Hook: W.E.N.A.] x2

Dość tych samych twarzy wokół siebie
Mam dość – upadam, wstaję, znowu biegnę
Mam dość rytmu dnia, zysków i strat, krzyków i braw
Cyklu lat, być lub brać, gdy dookoła nas nic nie jest pewne

[Bridge: W.E.N.A.]
Nic nie jest pewne x2

[Verse 2: W.E.N.A.]
(Dość!)
Supportu fanów, zdania hejterów, agresji bez celu
Nie mogę znieść powietrza bez tlenu, ambicji graczy i podejścia trenerów
Dość wojny, by wstawać każdego dnia, dosyć wymagań
Dobra i zła, drogi przykazań, resztę spraw daj mi wymazać
Nie chcę wiedzieć, czy wzbiję się i spadnę i ziemia zabije mnie
Nie winię jej, mam dosyć życia, niech przyjdzie śmierć
Żadnych obietnic pochlebcy, kłamcy, oszczercy. Martwa cisza
Chcę nie oddychać, mogę nie myśleć o tym wszystkim dzisiaj?
Ufności i wiary, dość mówienia wciąż o tym samym
Dość patosu wokół, skali chaosu, godności wytrwałych
Żaru piekła, chłodu nieba i anarchii w gettach
Powszechnej apatii, obojętności tłumu, fałszu i tempa
Za którym nie potrafię nadążyć, staję, patrzę na chodnik
Słyszę głosy. Mam dosyć głosów, nie walczę z własnym nieładem, zapomnij
Dosyć nocy, wyrzutów sumienia, dość przeprosin
Nie patrzeć sobie w oczy, mam dosyć siebie, ale dość już o tym

[Hook] x2
[Bridge]

[Verse 3: Te-Tris]
Mam dosyć planów, klepania po plecach, deptania po piętach i pustych rad
Gdybań i debat o celach i błędach, co to je popełniam już drugi raz
Głupich mas, obowiązków, sztucznych gwiazd, ton botoksu
W knajpie napiwków, kapitalizmu, choć wierci mi dziurę mój głos rozsądku
Dość po prostu, dość dziś, nawet Barney mnie nie śmieszy
Nie poznaję własnej matki i warczę do niej jak marnotrawne dzieci
Dość starych śmieci, dość pytań co słychać w moim mieście
Dość tego, co leci w tv i dość tego co wpycha mi internet
Stop, nie mam siły, stop nie mam siły – mam siłę
Kocham świat na co dzień to znienawidzę go chociaż na chwilę
Stop, nie dam rady, stop, nie dam rady – dam radę
Dość rad nieczułych podniebień pod niebem, czuję smak marzeń
Nawet jak łażę z nosem na kwintę, to żyję, marzę i gram vabank
Nie pytaj mnie znów o granice, niebo limitem, to sprawdzam sam
Daj nam czas wygrać, napisać ten ostatni wers
Ale nie dziś, bo najbardziej dość mam tych co się poddają, wiesz?


La Fouine – J’espere Lyrics


[Refrain]
Et si je passe ma vie à parler du temps d’avant
Quelques prières en l’air, la chance tourne avec le vent
Maman me disait “Fils tu comprendras avec le temps”
La vie est pleine d’embûches, je l’apprends à mes dépends
Inch’Allah tout ira mieux, et j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra
Inch’Allah tout ira mieux, ouais j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra

[Couplet 1]
Mesdames et messieurs aussi loin que j’me rappelle
Petit teigneux en classe je manquais déjà à l’appel
Le soir à la maison les punitions sont sévères
J’mangeais des gros coups, j’étais pas privé de dessert
Les profs appellent en vain, le téléphone est coupé
Les grands frères font des O.D., la blanche est mal coupée
J’passe mon enfance au quartier avec des gars plus âgés
J’dors dehors et j’fugue #GhettoNaufragé
Engrainé par les potes un jour une taffe j’ai tirée
Une deuxième, une troisième, avant de passer au paquet
En même pas quelques semaines ma chambre est pleine de mégots
Et comme si ça ne suffisait pas bah je suis passé au bédo
Je viens juste d’avoir 16 ans et j’tombe pour vol avec arme
Bagarres en promenade, au mitard j’ai perdu mon âme
Maman versait des larmes quand les keufs m’ont cueilli
T’inquiètes les gars du Neuf-Cinq m’ont bien accueilli

[Refrain]
Et si je passe ma vie à parler du temps d’avant
Quelques prières en l’air, la chance tourne avec le vent
Maman me disait “Fils tu comprendras avec le temps”
La vie est pleine d’embûches, je l’apprends à mes dépends
Inch’Allah tout ira mieux, et j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra
Inch’Allah tout ira mieux, ouais j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra

[Couplet 2]
Aucun courrier dans cette cellule, sans télé, seul à Osny
Dire que 10 ans plus tard ils diront tous qu’ils ont aidé Fouiny
Bref, contrôle judiciaire, libre en conditionnel
J’ai perdu mon temps, mon innocence, j’ai perdu le sommeil
Audience, les juges décident de mettre Fouiny au foyer
Moi j’ai un père et j’ai une mère, j’ai rien à foutre au foyer
Fugue, RER et puis j’débarque au re-squa
La vie reprend son cours et maman pleurt toujours ses fins de mois
Entre temps égaré, mes parents sont séparés
J’fais des crédits chez l’épicier, maman esquive les huissiers
Le frigo est toujours vide, faut trouver des solutions
À peine sorti, j’retombe pour séquestration
Avocat à 2 francs, met la faute sur mes parents
Problème de discipline, maison d’arrêt des Yvelines
J’fais des pages, j’fais du rap et j’pense à Fatima
Et dire que c’est dans ce trou à rat que j’ai appris la Fatiha
Amine, le temps c’est de l’argent moi j’ai ni l’un ni l’autre
Toujours les mêmes qui s’en sortent, toujours les mêmes qui se vautrent
J’passe mon temps devant la télé, bédave, rouler des cônes
J’ai pas connu la Rolls-Royce mais le parloir fantôme
Après quelques temps à tourner frère je suis enfin libérable
J’arrive chez moi, pas le temps de souffler que j’ai déjà pété un câble
Avis d’expulsion sur ma porte, la daronne inconsolable
Les grands frères trouvent des solutions, moi j’cherche un biz’ rentable
On m’avance un kilo, puis un deuxième kilo
J’coupe mes plaquettes dans la cave, j’ai des rêves de ssiste-gro
Les clients, les plaquettes, l’argent ça va ça vient
J’dépanne maman pour le loyer, elle n’me demande pas d’où ça vient

[Refrain]
Et si je passe ma vie à parler du temps d’avant
Quelques prières en l’air, la chance tourne avec le vent
Maman me disait “Fils tu comprendras avec le temps”
La vie est pleine d’embûches, je l’apprends à mes dépends
Inch’Allah tout ira mieux, et j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra
Inch’Allah tout ira mieux, ouais j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra

[Couplet 3]
Écran plasma, Playstation 3
Si tout va bien le mois prochain on sort le M3
Enfin la vie nous sourit, j’ai mis des sous de côté
Nique sa mère les contes de fées on veut rouler en Féfé
Mais les plus belles histoires ont une fin
Ce matin à la gare de Trappes, les gyrophares, les menottes et les chiens
72 heures de garde à v’ wAllah c’est la hass
Mais devant les keufs j’ai un point commun avec M.A.S
On était 16 interpellés enfin 17 je crois
Mais seulement deux incarcérés va savoir pourquoi
Bande organisée, trafic de stupéfiants
La juge la rue les procureurs m’ont tous rendu méfiant
Et dans cette chienne de vie, fréro j’me suis fais tout seul
A la recherche du bonheur, nique sa mère Google
Maintenant tu sais d’où je viens, tu sais c’que j’ai enduré
Ici pour un billet violet les toxicos te tueraient
Les p’tits m’aiment bien, ils connaissent ma haine envers les procureurs
J’rappe avec un couteau dans le torse, normal que je sois ton coup de coeur

[Refrain]
Et si je passe ma vie à parler du temps d’avant
Quelques prières en l’air, la chance tourne avec le vent
Maman me disait “Fils tu comprendras avec le temps”
La vie est pleine d’embûches, je l’apprends à mes dépends
Inch’Allah tout ira mieux, et j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra
Inch’Allah tout ira mieux, ouais j’espère
Inch’Allah tout ira mieux, on verra


Sybyr – Off The Tail Lyrics


[Intro]
Yeah
‘Ringe
Yuh, yuh, yuh
God, God, God, ye

[Verse 1]
Margiela, Future, I’ma need me a pair
Feel like I’m from Earth, but bitch, I dwell in f**kin’ Hell
I don’t sell for low, better find that damn retail
This ain’t coming off, no, this ain’t coming off my tail
f**k these niggas doing? This ain’t coming off my tail
They took off my tail, time to show these niggas Hell
I scratch up my body for a half of human tail
Or for that new shit that never selling for retail, ayy

[Chorus]
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail

[Verse 2]
I hate Snapchat, what the f**k am I doing?
Back to that promo, man, I tell you this new Off-White
Oh my God, all of these prices, I can’t act right
Just like Owen’s jacket, 7K, I just can’t act right
Went down to the store for that new Balenc’, I got laughed at
Shawty wasn’t f**king with it either, she said “Act right”
Went back to the pit, I trade Balmain, H&M joint
Man, this nigga slumping, but I got it, what is the point?

[Chorus]
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail

[Outro]
Buy it off the tail
Buy it off the tail
Buy it off the tail

La Fouine – Interlude – Banlieue Sale Mafia Lyrics


[Intro]
À tous ces haineux : j’ai d’l’amour pour vous
Asseyez-vous tous dans la salle tranquillement
Tiens, trouvez-lui des feuilles il veut s’rouler un joint
On dirait l’frérot là-bas
Bref, ouvrez bien grand vos oreilles
Au micro c’est Fouiny Babe

[Couplet unique]
J’ai jamais fêté Noël, mais j’ai toujours mis l’paquet
Maman nettoyait l’sol et j’ai toujours fini au parquet
Drôle de parcours, des voitures volées jusqu’au Valais
J’ai fait l’ménage dans ma vie, normal qu’j’ai 30 balais
Banlieue Sale, un keuf à terre c’est un tit-pe qui se lève
Rap français, y a qu’les frères tombés qui attendent la relève
J’fais mon taff arrête de khaf tu vas t’manger des baffes
J’suis trop célèbre et même mon assistant signe des autographes (Swaaaagg)
Et moi j’kiffe grave, ouais, c’est un privilège
Ici les tox te vendraient leur écharpe pour s’acheter un peu d’neige
Dis à l’Oxi d’prévenir les autres tout le square est en deuil
Celle-là c’est pour les frères au trou qui sont en chien d’feuilles
La rue mon royaume, mon home sweet home
Tête baissée, genoux baissés laisse la lumière éclairer mes paumes
L’imam m’appelle du banc d’touche mais j’suis toujours sur l’terrain
J’avais peur de pas percer, j’traînais avec un surin
À part des grosses pierres, frère, aux keufs j’ai rien à balance
J’traînais en voiture volée ouais mais j’avais d’l’assurance
Enfermé à huit clos, des lettres pour me soutenir
J’ai brûlé les photos mais j’en garde encore les souvenirs
Passe l’hiver au quartier, l’été en bombardier
Bien rencardé j’pousse mon succès comme un brancardier
Et tu m’verras pas dans Closer, tu m’verras pas dans Voici
Absent de leur émission mais numéro un à Bois d’Arcy
J’quitte l’école alcoolisé parce que la rue m’a saoulé
Et mes albums sont lourds j’suis dans les bacs avec des bourrelets
Dans l’théatre de nos vies la mort refoule personne au casting
Ils ont péta mon flow #FlowJacking
Ils sont restés en chien voilà pourquoi ils ont la rage
J’suis trop déchiré mais j’essaye de tourner la page
J’ai voulu prendre un bon baveux on m’a dit t’as pas assez
Le label voulait que j’pose un seize, j’leur ai dit “C’est pas assez !”

[Outro]
Le label voulait que j’pose un seize, j’leur ai dit “C’est pas assez”
Bah j’crois j’vais m’arrêter là Ruskov
Et t’sais quoi ? En fait j’aimerais qu’tu m’fasses kiffer un son
Avant de partir, j’aimerais qu’tu m’mettes un son, un son magique
Tiens coupe ce son, et puis mets-moi
“Donne-moi”


Luxtorpeda – Jak Husaria Lyrics


Krople wody zmyły z twarzy brud nieprawdy
I nadzieja znowu płonie wśród pogardy
Papierowi ludzie, wiatr już zdmuchnął po nich popiół
Ci ze stali są niepalni, hartowani w żywym ogniu
Słowa to nie ściek, z prądem nie dryfują
Są wyryte w sercu, nawet kiedy na nie plują
A chorągiewki chłoną, gdy się na nie leje woda
Potem wiszą mokre szmaty pod ciężarem pustosłowia

Gdzieś w każdym z nas, gdy rozpala się gniew
Budzą się niezłomni, burzy się krew
Jak husaria, jak husaria, jak husaria
Gdzieś w każdym z nas, niezłomny duch
Wiedzie nas do walki w bezimienny grób
Jak husaria, jak husaria, jak husaria

Nie czekaj laurów, nie czekaj braw
Jedyna nagroda, kpina i piach
Zakopią pod płotem niczym chwast
Jak każdą cnotę skazaną na gwałt
Na człowieczeństwie, które od lat
Każą nową własną podłość, dopisuje w kartę praw
Rejestr mądrych twarzy, rada etyki z waty
W pluszowe kręgosłupy, wmasowują lubrykanty

Gdzieś w każdym z nas, gdy rozpala się gniew
Budzą się niezłomni, burzy się krew
Jak husaria, jak husaria, jak husaria
Gdzieś w każdym z nas, niezłomny duch
Wiedzie nas do walki w bezimienny grób
Jak husaria, jak husaria, jak husaria

Pamiętam i nigdy nie zapomnę
Skąd pochodzę i jaką mam historię!

Penx – Flagi Lyrics


[Zwrotka 1]
Żyję w Polsce gdzie się dzieje wiele co dnia
Połowa przeleje krew a połowa się tu podda
Nie wierzysz znów moim słowom? zawsze na bit prawde kładę
Mam tą pierdoloną jasność gdy patrze na nasza flagę
Widze na górze tych tchórzy co pierdolą zawsze
Na dole tych którzy z krwią na rękach mają moje wsparcie
Wiemy więcej tych nad nami wkurwia nasza wiedza
Od patrzenia na nas z góry już władza dostała zeza
Oni niby patrzą w przyszłość ja mógłbym paru w sumie przytoczyć
Odwracając wzrok wychodzi chuje nie kłamią prosto w oczy
Nie będę się znów rozwodzić prędzej tu skonam niż zbłądzę
Chuj może będę jak kiedyś żona nie siądzie
Instrumenty władzy sprawdź bo od nich są ciężkie wały
Odbij!!! głupich klarnetów gonią jebane cymbały
Ale chuj w to, no bo ponoć, co kraj, to obyczaj
Gówno prawda kłamać nie muszę by czerpać radość z życia
Wypierdalam do monako tam jest ta czerwień górą
Pierdole o prestiż wyścig zaraz mina zrzednie chujom
Chociaż nie jestem patriotą to proste co wam powiem
Żeby się czuć tam jak w Polsce pewnie stanął bym na głowie
Zanim wrócę zrobię drugą Polskę będę w końcu znany
Będą zmiany obrócę ich kraj do góry nogami
Ale po co? chuj z tą flagą wracam się najebać wnet
Bo wszystkich co się poddali powinna zalewać krew

[Refren x2]
Wiele można z nich odczytac ty historie swoja przekmiń
Miej w sobie ogień taki co spali te chorągiewki
Nigdy się nie poddam nigdy! Ty też się staraj
Rób tak kurwa mać by twoja nie była biała

[Zwrotka 2]
Tu nie muszę znać języka, bo obcych nam nie potrzeba
Żeby się z kimś dogadać to musisz się wcześniej najebać
Bądźmy szczerzy większość walczy o swoje nosz kurwa mać
Słabi z nich fajterzy większość ciągle chuja ma
Pierdolony prometeizm znowu czytam wiadomości
Dla dobra ludzkości poświęcą kolejne jednostki
Mówią to był strzał w dziesiątkę ogólnie że taka praca
Pewnie był nie wątpię, bo dziesięciu z powrotem nie wraca
Przez tą nudę leczę innych ciągle pijąc czyjeś zdrowie
Przez tą wódę nasz orzeł znowu wyrywa mi wątrobę
Znowu tu jak pojeb pędzę tak się żyje ziomie, rozkmiń
Pije coraz więcej co mnie nie zabije to mnie wzmocni
Wypierdalam znów z kraju tym razem do Stanów lecę
Nie wiem czy wpadnę na lajcie, bo nie mam tych fanów przecież
Ale spoko najebany tam wpadnę skojarz
Naszą flagą stanów dawno powinna być banderola
Ale szczerze… mamy ich głęboko w chuju
Jak tam wpadnę to ich stany się kurwa zjednoczą w bólu
Wszędzie błazny są na topie myślą ktoś na bank to kupi
Większe gwiazdy bym zobaczył chłopie ciągle patrząc w sufit
Myślą to mnie ogłupi zajarani hollywoodem
Typ z polski woli wodę i jointy tu smoli grube
Za hajsem znów goni z trudem, zabija powoli nudę
Zostanie coś po nich cudem ty sprawdzaj to o nich mówię

[Interlude]
Flaga widzisz te pięćdziesiąt gwiazd na krzyż?
A ja pragnę przybić kurwa te pięćdziesiąt gwiazd na krzyż
Jak jest więcej to mnie popraw wcześniej sie moze zastanów
Nawet Oprah przyzna wreszcie że byłem gwoździem programu
Zrobię to inaczej i popatrzę w niebo najpierw
Takie myślenie chłopie zawsze włącza się po najbie
Jak będzie spadać jedna no to żadna już nie błyśnie
Pomyślę życzenie żegnam #dziś upadną wszystkie
Żadna się już nie wyliże na tą plagę jest gotowy
Będą bliżej fanów bo opuszczą flagę do polowy
Trafiam w sedno was cenie ja mam jedno marzenie
Bo pobledną na scenie i w końcu zejdą na ziemie

[Refren x2]

[Zwrotka 3]
Typie witam znowu Polskę pytają czemu tak wyszło
Większość nie ma mózgu proste pierdole co sobie pomyślą
Prawilne zasady? ich pojebało chyba
Mamy tylu uliczników przez to autostrad nie widać
Mieli być wielcy piłkarze no to się udało prawie
Wieki chuj pozostał z marzeń na osiedlu grzeją ławę
Weź to zostaw a narazie niech się śmieją ze mnie nawet
Chcesz to zostań w każdym razie tobą się nie przejmie żaden
Wypierdalam stąd teraz Japonia mym celem jest
Co jest grane? będę strzelał terror tu posieje też
Wcale nie jest lepiej kurwa w nim nie szukaj winowajcy
Druga polska skumaj każdy się na ciebie krzywo patrzy
Ale sprostam temu jeszcze zrobię z nich patriotów
Pada strzał w środek głowy zobacz jestem na nich gotów
Wizje mam chore matole tak wole a co jest?
Bron w ręce ma pojeb oni swoje flagi na czole
Mam tysiące myśli gdzie i kiedy ten rozpierdol skończę
Pewnie skończę dziś jak wszyscy tutaj polegną na froncie
Weź mi forsę wyślij ją chcę kwotę mieć piękną na koncie
Kraj kwitnącej wiśni dla mnie skumaj wisienką na torcie
Do mnie dzwonią z Watykanu przez stany brakuje krzyży
Zrobię ostatnia wieczerze zobaczą jak smakuje kryzys
Jeszcze wrócę zrobię czystki ich zyski wezmę do torby
Wezmę klucze, i wszystkim świętym pozamykam mordy
I powiem nara i na kolana zobaczą jak będzie pięknie
Moi ludzie moja wiara przed nami nie jeden klęknie
Chcecie walczyć o swe życie ? wypowiedzcie wojnę nam!
Nie będzie spotkania na szczycie bo kurwa tam dojdę sam


Sybyr – Only Serve As A Nut Lyrics


[Intro]
Yeah, yeah

[Verse 1]
I make a bunch of holes in the wall
Can you shut the f**k up? I’m tryna think (Nigga tryna think)
I guess you can’t think too much
‘Cause you’ll be a f**king SJW victim (SJW victim)
I just try to think, I just try to think
‘Bout the other side of everything (Other side of everything)
Did I need to make this tape? Prolly not (Prolly not)
But I had to get out everything (Had to get out everything)

[Chorus]
I don’t like you, I probably won’t like your friends (I don’t like you)
I don’t like you, I’ll probably leave when I nut (I don’t like you)
I don’t like you, I probably won’t go to your friends (I don’t like you)
I don’t like you, I probably won’t give a nut (I don’t like you)
I don’t like y’all, y’all only for a nut (Only for a nut)
I don’t like y’all, y’all only serve as a nut (Only serve as a nut)
Maybe I think so much over the years
Maybe I think so much over the years

[Verse 2]
And I don’t give a shit, I just wanna get a nut
Backpage is for this very moment
I don’t give a f**k, if I did I would get cut
I don’t give a f**k, if I did I would get cut
I don’t like you, I probably only like your friend
I don’t like you, you’ll f**king talk too much instead
I don’t like you, then you’ll wonder why we leave
Ever bust a nut while you f**kers cause grieve
I don’t like you

[Outro]
Oh shit, I actually went over the song limit
Oh shit, ok bet
f**k her on some game, f**k her whole brain


Luxtorpeda – Dziury Po Ospie Lyrics


Piękno bezbronne, rozbito o podłogę
A skóra cienka jak papier
Co dzień nasiąkała słowem
W wąskim gardle, takich słów była sterta
Lały się wartko strumieniem
Od takich słów gardło pęka
O wielu takich testamentach
Chciałoby się nie pamiętać, w chwilach
Gdy bezradność dziecka przywraca nam pamięć o lękach
Ten charkot i twarze, widziane gdzieś w chmurze
Ich dzioby tak proste i ostre
Wybiły na stałe na duszy, na murze, ziejące dziury po ospie

Czy to ptaki są, czy dzieci ze zrujnowanych gniazd?
Chcą wzlecieć ponad domy złe, gdzie zamieszkał strach
Odbity w lustrach oczu testament od lat
Po ojcu dziedziczył ojciec, może już ostatni raz
Przemoc rodzi przemoc, lęk, agresja, niemoc
Ty wzlecisz ponad to i na przekór temu

Dziura, jak lej po bombie
Dziura, jak wyrwa w murze
Brak miłości noszę w sobie
Na przekór naturze
Kpię z rozumu
Który broni się i boi
Wiem, że wielu ran
Czas nigdy nie zagoi

Ja cię nauczę, ja ci pokażę
Zaraz zobaczysz, gdy z tobą zatańczę
To semantyczny horror znaczeń
Gdy słowa zabawy rozumiesz inaczej
W okaleczonej moralnośc, odkształcają się desygnaty
A w konotacji słowa kochać, jest mur, okno, a w oknie kraty
Wstydem najadały się dzieci, jak ptaki
O małych, ściśniętych żołądkach
Z walkmanem na uszach, wydeptują szlaki
Na śniegu, na spokojnych łąkach
Nocą nie widać tęczy siniaków
Medale nierównej walki
Gdy pamięć akordem przebija dźwięk
Dociskają mocniej do uszu słuchawki

Czy to ptaki są, czy dzieci ze zrujnowanych gniazd?
Chcą wzlecieć ponad domy złe, gdzie zamieszkał strach
Odbity w lustrach oczu testament od lat
Po ojcu dziedziczył ojciec, może już ostatni raz
Przemoc rodzi przemoc, lęk, agresja, niemoc
Ty wzlecisz ponad to i na przekór temu

Przeszłość to dzisiaj
Trzyma ryj przy ziemi
Ja chcę wzlecieć ponad to
Czego nie da się już zmienić
Dziura jak wyrwa w murze
Dziura jak lej po bombie
Brak miłości
Który noszę w sobie

Tabasko – Lustro Lyrics


[O.S.T.R.]
Kolejny dzień niby taki sam, jak każdy z kilku w roku
Wstaję przy dźwiękach Tetrisa, dla zajawkowiczów pokój
Cztery ściany, sufit, lampa, nie lampa Aladyna
Wstaję, czuję, że oczy czerwone mam jak lampka wina
Daj nam klina – mówią obydwie półkule
Czarne, zniszczone od dymu, wiecznie upalone skunem
Kłuje mnie w klatce, ale chuj, się uśmiecham
Bo jak to powiem matce? Dosyć zmartwień
Patrzę w umywalkę jakbym mógł uciec z wodą
Prawdy ból dany Bogom jakby cud uległ słowom
Kurwa, grunt to być sobą, myśl przerywa mi kaszel
Wypluwam pół płuca, z lekarzami na bakier
Nie domaga mi napęd, nie pomaga mi raczej nic
Antybiotyki, syf, tylko mam opuchniętą japę
A’la VIP na leni, plusz, muc niech odpocznie
Sam się otwiera w kieszeni nóż, chuj, to się potnę
Będzie rzeź na początek, nie puszczaj tego dzieciom
Bo wyjdą z domu w piątek, wrócą do niego za miesiąc
Te słowa nie złorzeczą, jeśli widzisz w nich sens
Chyba, że chcesz jak ja zaczynać swój dzień

[Zorak]
Jak uda mi się usnąć, to jak kolejny rozdział
Nie chciałbym cię musnąć, trzeba by było sprzątać
Prywatność, to co osiągniesz pracą
To, czego się dowiedzą i to jak ci zapłacą
Nie ma za co, taki już jestem, a co!
Spotkaliśmy się na melanżu, który jest mą pracą
Sory, nie pamiętam 70%
Dopowiedzą bliscy, których tropem Zorak poszedł
To na co dzień, podstawą masa dźwięku
Po co się hamować, każda pora dobra do eksperymentu
Wtorki – Brooklyn, czwartki – NDK
Środy – ZBSHZ, Uzi czeka
Jest warsztat, sen na powiekach
Się nie zamartwiam, na solówkę czekam
I się poświęcam Tabasko na zawsze
Pod bity, na których wykorzystuję szansę

[Haem]
Nie jestem szczery tak jak Radio Maryja
Czas przemija, hi-hat nabija, Rest in Peace Alia
Tańczę Ice-Vanilla, ciosy z Thrilla in Manila
Nie jestem fanem Feela i nie dla mnie 8mila
Nie chcę mieć na zębach grilla, ty wytrzyj z nosa gila
Tabasko, rymy leję tak jak piwo leją z kija
Preferujemy chillout, a nie łzy krokodyla
Bliżej nam do Jay Dill’a, niż do muzyki z Defilad
Nadeszła ta chwila, by oddać strzał na wiwat
Nie damy się wykiwać, przestań nam dupę lizać
Nie damy się oszukać, bo gramy w mróz i w upał
Kopiemy rap po dupach, do celu i po trupach
Twoja kolejna kupa na singlu i CD
Na DVD i w TV wisi mi, wisisz Ty


W.e.n.a. – Sny 2.0 Lyrics


[Zwrotka 1]
Chyba nie mogę napisać, że jestem niedoceniony
Po trzech albumach, czuję niedosyt po nich
Rzadko ich słucham – gram, nie mogę zwolnić
Nowa muzyka, nowe życie nowe domy
Wciąż walczę, jedna z niewielu rzeczy bez zmian
Urodziłem się by zwyciężać, nie potrafię przegrać
Nie mogę pisać, że nie biorę hajsu za rap
Zabawne, nie widziałem tyle hajsu na raz
Niedługo kupię nową parę Jordanów w Stanach
Alternatywnie spędzałbym ten czas na haju w bramach
Miłość teraz, to kwestia zaufania
Młoda, zrozum, że mogę nie znaleźć więcej czasu dla nas
Niedawno nie stać mnie było na ubrania
Dziś na lodówce kładę Mamie pliki hajsu z grania
Kocham Cię Mamo, to czego mnie nauczałaś
Daje rezultat, uwierz, Tobie nigdy bym nie skłamał
Z resztą nie wiem po co miałbym
Nawet kiedy zmieniałem zdanie, nie zmieniałem prawdy
Fotografuję czas, te same kadry mijają mnie
Zwalniam migawkę, dni tej samej rangi, jak każdy
Każdy po nim, zapisane na liniach papilarnych naszych dłoni
I w szeregach nut na pięciolinii
Idę dalej, to zaledwie jedna z dróg, nie znam innych

[Zwrotka 2]
Chyba nie mogę napisać dzisiaj, że jutra nie znam
Znając bookingi z października na początku kwietnia
Pamiętasz, “Nigdy” nie chcę po prostu przestać
Czuje w środku głód, dam Wam go odczuć w sercach
Nie byłem dotąd tak pewien swoich przekonań
I mimo, że absolutnie nic nie wniosła do nich szkoła
Mam klasę, choć nie powtarzałem żadnej
Doceń to, jaki jestem, nie to kim się stałem nagle
Znalazłem się gdzieś wysoko, ponad standardem
Nie znasz mojego życia, poznajesz jedynie fragment
Wiele pragnień, są blisko gdy upadnę
Uniosę się i wstanę tak, jak robiłem to dawniej
I teraz, gdy otaczają mnie nowe spojrzenia
Odnajduję w nich siebie, znam to od urodzenia
Z rozmów o celach, w drogę przez założenia
Do subiektywnej wygranej, którą niewielu docenia

[Zwrotka 3]
Mogę napisać, że od zawsze tego pragnąłem
Choć w talii kart, którymi gram, wszystkie są znaczone
Zmęczone dłonie, życie poza domem, studio, trasa, mało snu, wysiłek ponad normę, Dd początku ciężko pracowałem, by tu stanąć
Za bardzo szanuję fanów by zdobywać ich udając
Znam swoją wartość, gdy mogę w oczy patrząc
Obserwować źrenice, jak napełniają się pasją
Jeden cel, nie zależy mi na innych
Jeden sen i nie czuję się bezsilny
Nad ranem, gdy budzę się i mijają godziny
I wstaje nowy dzień, a świat znowu szuka winnych
Jeden cel, jedno życie, jeden na nie plan
Nie mogę napisać, że nie dostrzegałem szans
Nie zostanę sam – gdy uderza rytm, oddaję mu cały czas


Sybyr – Just The Tip Lyrics


[Refrain]
Syringe
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na

[Chorus]
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain

[Verse]
When I die super young, I’ll make it work
I don’t wanna be the best, I like to triple the pain
Demented, present mind of frame
Be careful not to question me
When I die super young, I’ll make a way
I don’t wanna be the best, I like to triple the pain
Demented, present mind of frame
Be careful not to question me

[Chorus]
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain

[Refrain]
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na

Luxtorpeda – Imago Lyrics


Lewa ręka ciemności wyzwala
Mrok, co wszystko pochłonie jak fala
Runą domy, zachwieje się wiara
Mrok, co wszystko pochłonie jak fala
Cios za ciosem gorliwie uderza
W ludzką bryłę twardego kamienia
Tyle bólu, by wykuć człowieka
Z ludzkiej bryły twardego kamienia
Zaklętej w kokon, nie święcą gwiazdy
Ciemnieje niebo w oczach larwy
Zamkniętych oczu, szukanie prawdy
Ciemnieje niebo w oczach larwy
Cios za ciosem, gorliwie uderza
W ludzką bryłę twardego kamienia
Tyle bólu, by wykuć człowieka
Z ludzkiej bryły twardego kamienia

Ja tego nie chcę, ile udźwignąć mogę
Jestem tylko człowiekiem, chcę żyć jak człowiek
Nikt nie chce cierpieć, mam dość, nie mogę
Jeszcze za słaby, nie uniosę, nie wymagaj tyle
Może inni mają siłę, boli mnie, nie dręcz mnie, proszę
Nie chcę nic czuć, chcę już tylko pomocy

Larwa poczwarna
Larwa taka brzydka
Skąd mam wiedzieć
Że rosną jej skrzydła?

Czuję bezsens życia w kokonie
Czekam tylko aż przyjdzie koniec
Jak larwa poczwarna i brzydka
Która nie wie, że rosną jej skrzydła

Prawa ręka na nowo rozpala
Jasne światło zalewa jak fala
Domy stoją, nie chwieje się wiara
Jasne światło zalewa jak fala
Cios, co dłutem gorliwie uderzał
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka
Ból opada z resztkami kamienia
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka
Wyrosłe skrzydła poniosą w gwiazdy
A motyl tak bał się śmierci larwy
Otwartych oczu, przeczucie prawdy
A motyl tak bał się śmierci larwy
Cios, co dłutem gorliwie uderzał
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka
Ból opada z resztkami kamienia
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka

La Fouine – Interlude Fatima Lyrics


Non rien, j’fais rien papa mais… Tu vois à chaque fois que j’espère que tu ne vas pas finir ton album encore dans 1 mois parce que moi… Si hummm à chaque fois que je viens chez toi, euh je fais rien eeeuh… Bah je sais que tu m’offres toujours des cadeaux, tu m’as offert une téléphone et tout mais bon moi je ne veux pas de cadeaux. C’est toi que je veux voir papa, c’est toi que je veux voir. Parce que j’en ai marre que toujours tu sois dans ton studio, nanani nanana. J’en ai marre papa c’est toi que je veux voir…

W.e.n.a. – Podstawowe Instrukcje Lyrics


[Refren]
Musisz iść, wbrew przeciwnościom tego świata
(Idź), nawet jak nie masz już do kogo wracać
(Idź), naprawdę do stracenia nie masz nic
Zobacz, co w życiu weryfikuje i zmienia w sny

[Zwrotka 1]
Tytułem wstępu, powtarzam wciąż Marymont reprezentuj
Nie daj szans skurwysynom, którzy żyją bez respektu
Pokaż miłość, tym którzy zasługują na nią
Żeby się rozwinąć musisz iść, niech inni zostaną
Twoje życie, twój moment, twój mikrofon znów płonie
Zostawiłeś grę i słyszysz głos mówiący wróć do niej
Twój wybór, twój plan, to samo dookoła
Tylko od ciebie zależy to, czy czegoś dokonasz
Bądź ponad, pot będzie ściekał po skroniach
Zapamiętaj atak to najskuteczniejsza obrona
Nikt nie będzie cię pamiętał, w drodze do piekła
Zawsze bądź świadomy tego, czemu poświęcasz
Swoje życie, swój czas plus swoją wiarę
Nie zapomnij ile razy już śmierć pokonałeś
Pokochałeś tę muzykę, grę znienawidziłeś
W końcu czas przegranych minie, bez słabych linijek
Zawsze mów prawdę, pluj na grę, drogę znów znajdziesz
Zadbaj o to żeby wrogom wciąż lądował chuj w gardle
I nie pozwól, żeby sukces tobą zawładnął
Nieważne gdzie będziesz, nie daj ściągnąć się na dno

[Refren] x2

[Zwrotka 2]
Talent jest darem od Boga, to nie świat cię wychował
Dojdziesz tam gdzie chciałeś zobacz, naucz się nie wierzyć w słowa
Nie daj się zatrzymać, przyjaciół rozpoznasz po czynach
Idź za ciosem twoja era się od nowa zaczyna
Zapal znicz, pamiętaj o tych, którzy odeszli
Wyciągnij wnioski z tamtych dni, nim zdążysz je skreślić
Pozostań konsekwentny, decyzje podejmując
Te niewłaściwe notorycznie życie komplikują
Nie ufaj nikomu, daj sobie chwilę postoju
W życiu pełnym podbojów, kolejną milę od domu
Nie myśl o błędach, większości z nich nie naprawisz
Znasz zasady, żyj tak, żeby ich nie zdradzić
Myśl, słuchaj rad, ale rozsądnych i mądrych
Za wielu daje się powoli pogrążyć
Pokusom świata, blizny uczą przebaczać
Zastanów się dlaczego od ludzi znów się odwracasz
Nie możesz się poddać, nie ma gotowych rozwiązań
Nie ma na skróty dróg, przestań wstecz się oglądać
Podnieś wzrok, jeszcze wiele przed tobą
Zadbaj o to, żeby dojść tam, gdzie zwycięzcy chodzą

[Refren] x2