Sybyr – Off The Tail Lyrics


[Intro]
Yeah
‘Ringe
Yuh, yuh, yuh
God, God, God, ye

[Verse 1]
Margiela, Future, I’ma need me a pair
Feel like I’m from Earth, but bitch, I dwell in f**kin’ Hell
I don’t sell for low, better find that damn retail
This ain’t coming off, no, this ain’t coming off my tail
f**k these niggas doing? This ain’t coming off my tail
They took off my tail, time to show these niggas Hell
I scratch up my body for a half of human tail
Or for that new shit that never selling for retail, ayy

[Chorus]
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail

[Verse 2]
I hate Snapchat, what the f**k am I doing?
Back to that promo, man, I tell you this new Off-White
Oh my God, all of these prices, I can’t act right
Just like Owen’s jacket, 7K, I just can’t act right
Went down to the store for that new Balenc’, I got laughed at
Shawty wasn’t f**king with it either, she said “Act right”
Went back to the pit, I trade Balmain, H&M joint
Man, this nigga slumping, but I got it, what is the point?

[Chorus]
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail
Off the tail, you can’t buy it off the tail

[Outro]
Buy it off the tail
Buy it off the tail
Buy it off the tail

La Fouine – Interlude – Banlieue Sale Mafia Lyrics


[Intro]
À tous ces haineux : j’ai d’l’amour pour vous
Asseyez-vous tous dans la salle tranquillement
Tiens, trouvez-lui des feuilles il veut s’rouler un joint
On dirait l’frérot là-bas
Bref, ouvrez bien grand vos oreilles
Au micro c’est Fouiny Babe

[Couplet unique]
J’ai jamais fêté Noël, mais j’ai toujours mis l’paquet
Maman nettoyait l’sol et j’ai toujours fini au parquet
Drôle de parcours, des voitures volées jusqu’au Valais
J’ai fait l’ménage dans ma vie, normal qu’j’ai 30 balais
Banlieue Sale, un keuf à terre c’est un tit-pe qui se lève
Rap français, y a qu’les frères tombés qui attendent la relève
J’fais mon taff arrête de khaf tu vas t’manger des baffes
J’suis trop célèbre et même mon assistant signe des autographes (Swaaaagg)
Et moi j’kiffe grave, ouais, c’est un privilège
Ici les tox te vendraient leur écharpe pour s’acheter un peu d’neige
Dis à l’Oxi d’prévenir les autres tout le square est en deuil
Celle-là c’est pour les frères au trou qui sont en chien d’feuilles
La rue mon royaume, mon home sweet home
Tête baissée, genoux baissés laisse la lumière éclairer mes paumes
L’imam m’appelle du banc d’touche mais j’suis toujours sur l’terrain
J’avais peur de pas percer, j’traînais avec un surin
À part des grosses pierres, frère, aux keufs j’ai rien à balance
J’traînais en voiture volée ouais mais j’avais d’l’assurance
Enfermé à huit clos, des lettres pour me soutenir
J’ai brûlé les photos mais j’en garde encore les souvenirs
Passe l’hiver au quartier, l’été en bombardier
Bien rencardé j’pousse mon succès comme un brancardier
Et tu m’verras pas dans Closer, tu m’verras pas dans Voici
Absent de leur émission mais numéro un à Bois d’Arcy
J’quitte l’école alcoolisé parce que la rue m’a saoulé
Et mes albums sont lourds j’suis dans les bacs avec des bourrelets
Dans l’théatre de nos vies la mort refoule personne au casting
Ils ont péta mon flow #FlowJacking
Ils sont restés en chien voilà pourquoi ils ont la rage
J’suis trop déchiré mais j’essaye de tourner la page
J’ai voulu prendre un bon baveux on m’a dit t’as pas assez
Le label voulait que j’pose un seize, j’leur ai dit “C’est pas assez !”

[Outro]
Le label voulait que j’pose un seize, j’leur ai dit “C’est pas assez”
Bah j’crois j’vais m’arrêter là Ruskov
Et t’sais quoi ? En fait j’aimerais qu’tu m’fasses kiffer un son
Avant de partir, j’aimerais qu’tu m’mettes un son, un son magique
Tiens coupe ce son, et puis mets-moi
“Donne-moi”


Luxtorpeda – Jak Husaria Lyrics


Krople wody zmyły z twarzy brud nieprawdy
I nadzieja znowu płonie wśród pogardy
Papierowi ludzie, wiatr już zdmuchnął po nich popiół
Ci ze stali są niepalni, hartowani w żywym ogniu
Słowa to nie ściek, z prądem nie dryfują
Są wyryte w sercu, nawet kiedy na nie plują
A chorągiewki chłoną, gdy się na nie leje woda
Potem wiszą mokre szmaty pod ciężarem pustosłowia

Gdzieś w każdym z nas, gdy rozpala się gniew
Budzą się niezłomni, burzy się krew
Jak husaria, jak husaria, jak husaria
Gdzieś w każdym z nas, niezłomny duch
Wiedzie nas do walki w bezimienny grób
Jak husaria, jak husaria, jak husaria

Nie czekaj laurów, nie czekaj braw
Jedyna nagroda, kpina i piach
Zakopią pod płotem niczym chwast
Jak każdą cnotę skazaną na gwałt
Na człowieczeństwie, które od lat
Każą nową własną podłość, dopisuje w kartę praw
Rejestr mądrych twarzy, rada etyki z waty
W pluszowe kręgosłupy, wmasowują lubrykanty

Gdzieś w każdym z nas, gdy rozpala się gniew
Budzą się niezłomni, burzy się krew
Jak husaria, jak husaria, jak husaria
Gdzieś w każdym z nas, niezłomny duch
Wiedzie nas do walki w bezimienny grób
Jak husaria, jak husaria, jak husaria

Pamiętam i nigdy nie zapomnę
Skąd pochodzę i jaką mam historię!

Penx – Flagi Lyrics


[Zwrotka 1]
Żyję w Polsce gdzie się dzieje wiele co dnia
Połowa przeleje krew a połowa się tu podda
Nie wierzysz znów moim słowom? zawsze na bit prawde kładę
Mam tą pierdoloną jasność gdy patrze na nasza flagę
Widze na górze tych tchórzy co pierdolą zawsze
Na dole tych którzy z krwią na rękach mają moje wsparcie
Wiemy więcej tych nad nami wkurwia nasza wiedza
Od patrzenia na nas z góry już władza dostała zeza
Oni niby patrzą w przyszłość ja mógłbym paru w sumie przytoczyć
Odwracając wzrok wychodzi chuje nie kłamią prosto w oczy
Nie będę się znów rozwodzić prędzej tu skonam niż zbłądzę
Chuj może będę jak kiedyś żona nie siądzie
Instrumenty władzy sprawdź bo od nich są ciężkie wały
Odbij!!! głupich klarnetów gonią jebane cymbały
Ale chuj w to, no bo ponoć, co kraj, to obyczaj
Gówno prawda kłamać nie muszę by czerpać radość z życia
Wypierdalam do monako tam jest ta czerwień górą
Pierdole o prestiż wyścig zaraz mina zrzednie chujom
Chociaż nie jestem patriotą to proste co wam powiem
Żeby się czuć tam jak w Polsce pewnie stanął bym na głowie
Zanim wrócę zrobię drugą Polskę będę w końcu znany
Będą zmiany obrócę ich kraj do góry nogami
Ale po co? chuj z tą flagą wracam się najebać wnet
Bo wszystkich co się poddali powinna zalewać krew

[Refren x2]
Wiele można z nich odczytac ty historie swoja przekmiń
Miej w sobie ogień taki co spali te chorągiewki
Nigdy się nie poddam nigdy! Ty też się staraj
Rób tak kurwa mać by twoja nie była biała

[Zwrotka 2]
Tu nie muszę znać języka, bo obcych nam nie potrzeba
Żeby się z kimś dogadać to musisz się wcześniej najebać
Bądźmy szczerzy większość walczy o swoje nosz kurwa mać
Słabi z nich fajterzy większość ciągle chuja ma
Pierdolony prometeizm znowu czytam wiadomości
Dla dobra ludzkości poświęcą kolejne jednostki
Mówią to był strzał w dziesiątkę ogólnie że taka praca
Pewnie był nie wątpię, bo dziesięciu z powrotem nie wraca
Przez tą nudę leczę innych ciągle pijąc czyjeś zdrowie
Przez tą wódę nasz orzeł znowu wyrywa mi wątrobę
Znowu tu jak pojeb pędzę tak się żyje ziomie, rozkmiń
Pije coraz więcej co mnie nie zabije to mnie wzmocni
Wypierdalam znów z kraju tym razem do Stanów lecę
Nie wiem czy wpadnę na lajcie, bo nie mam tych fanów przecież
Ale spoko najebany tam wpadnę skojarz
Naszą flagą stanów dawno powinna być banderola
Ale szczerze… mamy ich głęboko w chuju
Jak tam wpadnę to ich stany się kurwa zjednoczą w bólu
Wszędzie błazny są na topie myślą ktoś na bank to kupi
Większe gwiazdy bym zobaczył chłopie ciągle patrząc w sufit
Myślą to mnie ogłupi zajarani hollywoodem
Typ z polski woli wodę i jointy tu smoli grube
Za hajsem znów goni z trudem, zabija powoli nudę
Zostanie coś po nich cudem ty sprawdzaj to o nich mówię

[Interlude]
Flaga widzisz te pięćdziesiąt gwiazd na krzyż?
A ja pragnę przybić kurwa te pięćdziesiąt gwiazd na krzyż
Jak jest więcej to mnie popraw wcześniej sie moze zastanów
Nawet Oprah przyzna wreszcie że byłem gwoździem programu
Zrobię to inaczej i popatrzę w niebo najpierw
Takie myślenie chłopie zawsze włącza się po najbie
Jak będzie spadać jedna no to żadna już nie błyśnie
Pomyślę życzenie żegnam #dziś upadną wszystkie
Żadna się już nie wyliże na tą plagę jest gotowy
Będą bliżej fanów bo opuszczą flagę do polowy
Trafiam w sedno was cenie ja mam jedno marzenie
Bo pobledną na scenie i w końcu zejdą na ziemie

[Refren x2]

[Zwrotka 3]
Typie witam znowu Polskę pytają czemu tak wyszło
Większość nie ma mózgu proste pierdole co sobie pomyślą
Prawilne zasady? ich pojebało chyba
Mamy tylu uliczników przez to autostrad nie widać
Mieli być wielcy piłkarze no to się udało prawie
Wieki chuj pozostał z marzeń na osiedlu grzeją ławę
Weź to zostaw a narazie niech się śmieją ze mnie nawet
Chcesz to zostań w każdym razie tobą się nie przejmie żaden
Wypierdalam stąd teraz Japonia mym celem jest
Co jest grane? będę strzelał terror tu posieje też
Wcale nie jest lepiej kurwa w nim nie szukaj winowajcy
Druga polska skumaj każdy się na ciebie krzywo patrzy
Ale sprostam temu jeszcze zrobię z nich patriotów
Pada strzał w środek głowy zobacz jestem na nich gotów
Wizje mam chore matole tak wole a co jest?
Bron w ręce ma pojeb oni swoje flagi na czole
Mam tysiące myśli gdzie i kiedy ten rozpierdol skończę
Pewnie skończę dziś jak wszyscy tutaj polegną na froncie
Weź mi forsę wyślij ją chcę kwotę mieć piękną na koncie
Kraj kwitnącej wiśni dla mnie skumaj wisienką na torcie
Do mnie dzwonią z Watykanu przez stany brakuje krzyży
Zrobię ostatnia wieczerze zobaczą jak smakuje kryzys
Jeszcze wrócę zrobię czystki ich zyski wezmę do torby
Wezmę klucze, i wszystkim świętym pozamykam mordy
I powiem nara i na kolana zobaczą jak będzie pięknie
Moi ludzie moja wiara przed nami nie jeden klęknie
Chcecie walczyć o swe życie ? wypowiedzcie wojnę nam!
Nie będzie spotkania na szczycie bo kurwa tam dojdę sam


Sybyr – Only Serve As A Nut Lyrics


[Intro]
Yeah, yeah

[Verse 1]
I make a bunch of holes in the wall
Can you shut the f**k up? I’m tryna think (Nigga tryna think)
I guess you can’t think too much
‘Cause you’ll be a f**king SJW victim (SJW victim)
I just try to think, I just try to think
‘Bout the other side of everything (Other side of everything)
Did I need to make this tape? Prolly not (Prolly not)
But I had to get out everything (Had to get out everything)

[Chorus]
I don’t like you, I probably won’t like your friends (I don’t like you)
I don’t like you, I’ll probably leave when I nut (I don’t like you)
I don’t like you, I probably won’t go to your friends (I don’t like you)
I don’t like you, I probably won’t give a nut (I don’t like you)
I don’t like y’all, y’all only for a nut (Only for a nut)
I don’t like y’all, y’all only serve as a nut (Only serve as a nut)
Maybe I think so much over the years
Maybe I think so much over the years

[Verse 2]
And I don’t give a shit, I just wanna get a nut
Backpage is for this very moment
I don’t give a f**k, if I did I would get cut
I don’t give a f**k, if I did I would get cut
I don’t like you, I probably only like your friend
I don’t like you, you’ll f**king talk too much instead
I don’t like you, then you’ll wonder why we leave
Ever bust a nut while you f**kers cause grieve
I don’t like you

[Outro]
Oh shit, I actually went over the song limit
Oh shit, ok bet
f**k her on some game, f**k her whole brain


Luxtorpeda – Dziury Po Ospie Lyrics


Piękno bezbronne, rozbito o podłogę
A skóra cienka jak papier
Co dzień nasiąkała słowem
W wąskim gardle, takich słów była sterta
Lały się wartko strumieniem
Od takich słów gardło pęka
O wielu takich testamentach
Chciałoby się nie pamiętać, w chwilach
Gdy bezradność dziecka przywraca nam pamięć o lękach
Ten charkot i twarze, widziane gdzieś w chmurze
Ich dzioby tak proste i ostre
Wybiły na stałe na duszy, na murze, ziejące dziury po ospie

Czy to ptaki są, czy dzieci ze zrujnowanych gniazd?
Chcą wzlecieć ponad domy złe, gdzie zamieszkał strach
Odbity w lustrach oczu testament od lat
Po ojcu dziedziczył ojciec, może już ostatni raz
Przemoc rodzi przemoc, lęk, agresja, niemoc
Ty wzlecisz ponad to i na przekór temu

Dziura, jak lej po bombie
Dziura, jak wyrwa w murze
Brak miłości noszę w sobie
Na przekór naturze
Kpię z rozumu
Który broni się i boi
Wiem, że wielu ran
Czas nigdy nie zagoi

Ja cię nauczę, ja ci pokażę
Zaraz zobaczysz, gdy z tobą zatańczę
To semantyczny horror znaczeń
Gdy słowa zabawy rozumiesz inaczej
W okaleczonej moralnośc, odkształcają się desygnaty
A w konotacji słowa kochać, jest mur, okno, a w oknie kraty
Wstydem najadały się dzieci, jak ptaki
O małych, ściśniętych żołądkach
Z walkmanem na uszach, wydeptują szlaki
Na śniegu, na spokojnych łąkach
Nocą nie widać tęczy siniaków
Medale nierównej walki
Gdy pamięć akordem przebija dźwięk
Dociskają mocniej do uszu słuchawki

Czy to ptaki są, czy dzieci ze zrujnowanych gniazd?
Chcą wzlecieć ponad domy złe, gdzie zamieszkał strach
Odbity w lustrach oczu testament od lat
Po ojcu dziedziczył ojciec, może już ostatni raz
Przemoc rodzi przemoc, lęk, agresja, niemoc
Ty wzlecisz ponad to i na przekór temu

Przeszłość to dzisiaj
Trzyma ryj przy ziemi
Ja chcę wzlecieć ponad to
Czego nie da się już zmienić
Dziura jak wyrwa w murze
Dziura jak lej po bombie
Brak miłości
Który noszę w sobie

Tabasko – Lustro Lyrics


[O.S.T.R.]
Kolejny dzień niby taki sam, jak każdy z kilku w roku
Wstaję przy dźwiękach Tetrisa, dla zajawkowiczów pokój
Cztery ściany, sufit, lampa, nie lampa Aladyna
Wstaję, czuję, że oczy czerwone mam jak lampka wina
Daj nam klina – mówią obydwie półkule
Czarne, zniszczone od dymu, wiecznie upalone skunem
Kłuje mnie w klatce, ale chuj, się uśmiecham
Bo jak to powiem matce? Dosyć zmartwień
Patrzę w umywalkę jakbym mógł uciec z wodą
Prawdy ból dany Bogom jakby cud uległ słowom
Kurwa, grunt to być sobą, myśl przerywa mi kaszel
Wypluwam pół płuca, z lekarzami na bakier
Nie domaga mi napęd, nie pomaga mi raczej nic
Antybiotyki, syf, tylko mam opuchniętą japę
A’la VIP na leni, plusz, muc niech odpocznie
Sam się otwiera w kieszeni nóż, chuj, to się potnę
Będzie rzeź na początek, nie puszczaj tego dzieciom
Bo wyjdą z domu w piątek, wrócą do niego za miesiąc
Te słowa nie złorzeczą, jeśli widzisz w nich sens
Chyba, że chcesz jak ja zaczynać swój dzień

[Zorak]
Jak uda mi się usnąć, to jak kolejny rozdział
Nie chciałbym cię musnąć, trzeba by było sprzątać
Prywatność, to co osiągniesz pracą
To, czego się dowiedzą i to jak ci zapłacą
Nie ma za co, taki już jestem, a co!
Spotkaliśmy się na melanżu, który jest mą pracą
Sory, nie pamiętam 70%
Dopowiedzą bliscy, których tropem Zorak poszedł
To na co dzień, podstawą masa dźwięku
Po co się hamować, każda pora dobra do eksperymentu
Wtorki – Brooklyn, czwartki – NDK
Środy – ZBSHZ, Uzi czeka
Jest warsztat, sen na powiekach
Się nie zamartwiam, na solówkę czekam
I się poświęcam Tabasko na zawsze
Pod bity, na których wykorzystuję szansę

[Haem]
Nie jestem szczery tak jak Radio Maryja
Czas przemija, hi-hat nabija, Rest in Peace Alia
Tańczę Ice-Vanilla, ciosy z Thrilla in Manila
Nie jestem fanem Feela i nie dla mnie 8mila
Nie chcę mieć na zębach grilla, ty wytrzyj z nosa gila
Tabasko, rymy leję tak jak piwo leją z kija
Preferujemy chillout, a nie łzy krokodyla
Bliżej nam do Jay Dill’a, niż do muzyki z Defilad
Nadeszła ta chwila, by oddać strzał na wiwat
Nie damy się wykiwać, przestań nam dupę lizać
Nie damy się oszukać, bo gramy w mróz i w upał
Kopiemy rap po dupach, do celu i po trupach
Twoja kolejna kupa na singlu i CD
Na DVD i w TV wisi mi, wisisz Ty


W.e.n.a. – Sny 2.0 Lyrics


[Zwrotka 1]
Chyba nie mogę napisać, że jestem niedoceniony
Po trzech albumach, czuję niedosyt po nich
Rzadko ich słucham – gram, nie mogę zwolnić
Nowa muzyka, nowe życie nowe domy
Wciąż walczę, jedna z niewielu rzeczy bez zmian
Urodziłem się by zwyciężać, nie potrafię przegrać
Nie mogę pisać, że nie biorę hajsu za rap
Zabawne, nie widziałem tyle hajsu na raz
Niedługo kupię nową parę Jordanów w Stanach
Alternatywnie spędzałbym ten czas na haju w bramach
Miłość teraz, to kwestia zaufania
Młoda, zrozum, że mogę nie znaleźć więcej czasu dla nas
Niedawno nie stać mnie było na ubrania
Dziś na lodówce kładę Mamie pliki hajsu z grania
Kocham Cię Mamo, to czego mnie nauczałaś
Daje rezultat, uwierz, Tobie nigdy bym nie skłamał
Z resztą nie wiem po co miałbym
Nawet kiedy zmieniałem zdanie, nie zmieniałem prawdy
Fotografuję czas, te same kadry mijają mnie
Zwalniam migawkę, dni tej samej rangi, jak każdy
Każdy po nim, zapisane na liniach papilarnych naszych dłoni
I w szeregach nut na pięciolinii
Idę dalej, to zaledwie jedna z dróg, nie znam innych

[Zwrotka 2]
Chyba nie mogę napisać dzisiaj, że jutra nie znam
Znając bookingi z października na początku kwietnia
Pamiętasz, “Nigdy” nie chcę po prostu przestać
Czuje w środku głód, dam Wam go odczuć w sercach
Nie byłem dotąd tak pewien swoich przekonań
I mimo, że absolutnie nic nie wniosła do nich szkoła
Mam klasę, choć nie powtarzałem żadnej
Doceń to, jaki jestem, nie to kim się stałem nagle
Znalazłem się gdzieś wysoko, ponad standardem
Nie znasz mojego życia, poznajesz jedynie fragment
Wiele pragnień, są blisko gdy upadnę
Uniosę się i wstanę tak, jak robiłem to dawniej
I teraz, gdy otaczają mnie nowe spojrzenia
Odnajduję w nich siebie, znam to od urodzenia
Z rozmów o celach, w drogę przez założenia
Do subiektywnej wygranej, którą niewielu docenia

[Zwrotka 3]
Mogę napisać, że od zawsze tego pragnąłem
Choć w talii kart, którymi gram, wszystkie są znaczone
Zmęczone dłonie, życie poza domem, studio, trasa, mało snu, wysiłek ponad normę, Dd początku ciężko pracowałem, by tu stanąć
Za bardzo szanuję fanów by zdobywać ich udając
Znam swoją wartość, gdy mogę w oczy patrząc
Obserwować źrenice, jak napełniają się pasją
Jeden cel, nie zależy mi na innych
Jeden sen i nie czuję się bezsilny
Nad ranem, gdy budzę się i mijają godziny
I wstaje nowy dzień, a świat znowu szuka winnych
Jeden cel, jedno życie, jeden na nie plan
Nie mogę napisać, że nie dostrzegałem szans
Nie zostanę sam – gdy uderza rytm, oddaję mu cały czas


Sybyr – Just The Tip Lyrics


[Refrain]
Syringe
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na

[Chorus]
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain

[Verse]
When I die super young, I’ll make it work
I don’t wanna be the best, I like to triple the pain
Demented, present mind of frame
Be careful not to question me
When I die super young, I’ll make a way
I don’t wanna be the best, I like to triple the pain
Demented, present mind of frame
Be careful not to question me

[Chorus]
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain
Nowadays, I won’t hesitate to peel your face
Come my way, I’ll have you regret all your ways
You don’t want a dirty needle all up in your veins
I’ll leave you all tangled up, keep it simple and plain

[Refrain]
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na
Na-na-na, na-na-na

Luxtorpeda – Imago Lyrics


Lewa ręka ciemności wyzwala
Mrok, co wszystko pochłonie jak fala
Runą domy, zachwieje się wiara
Mrok, co wszystko pochłonie jak fala
Cios za ciosem gorliwie uderza
W ludzką bryłę twardego kamienia
Tyle bólu, by wykuć człowieka
Z ludzkiej bryły twardego kamienia
Zaklętej w kokon, nie święcą gwiazdy
Ciemnieje niebo w oczach larwy
Zamkniętych oczu, szukanie prawdy
Ciemnieje niebo w oczach larwy
Cios za ciosem, gorliwie uderza
W ludzką bryłę twardego kamienia
Tyle bólu, by wykuć człowieka
Z ludzkiej bryły twardego kamienia

Ja tego nie chcę, ile udźwignąć mogę
Jestem tylko człowiekiem, chcę żyć jak człowiek
Nikt nie chce cierpieć, mam dość, nie mogę
Jeszcze za słaby, nie uniosę, nie wymagaj tyle
Może inni mają siłę, boli mnie, nie dręcz mnie, proszę
Nie chcę nic czuć, chcę już tylko pomocy

Larwa poczwarna
Larwa taka brzydka
Skąd mam wiedzieć
Że rosną jej skrzydła?

Czuję bezsens życia w kokonie
Czekam tylko aż przyjdzie koniec
Jak larwa poczwarna i brzydka
Która nie wie, że rosną jej skrzydła

Prawa ręka na nowo rozpala
Jasne światło zalewa jak fala
Domy stoją, nie chwieje się wiara
Jasne światło zalewa jak fala
Cios, co dłutem gorliwie uderzał
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka
Ból opada z resztkami kamienia
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka
Wyrosłe skrzydła poniosą w gwiazdy
A motyl tak bał się śmierci larwy
Otwartych oczu, przeczucie prawdy
A motyl tak bał się śmierci larwy
Cios, co dłutem gorliwie uderzał
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka
Ból opada z resztkami kamienia
Z ludzkiej bryły wydobył człowieka

La Fouine – Interlude Fatima Lyrics


Non rien, j’fais rien papa mais… Tu vois à chaque fois que j’espère que tu ne vas pas finir ton album encore dans 1 mois parce que moi… Si hummm à chaque fois que je viens chez toi, euh je fais rien eeeuh… Bah je sais que tu m’offres toujours des cadeaux, tu m’as offert une téléphone et tout mais bon moi je ne veux pas de cadeaux. C’est toi que je veux voir papa, c’est toi que je veux voir. Parce que j’en ai marre que toujours tu sois dans ton studio, nanani nanana. J’en ai marre papa c’est toi que je veux voir…

W.e.n.a. – Podstawowe Instrukcje Lyrics


[Refren]
Musisz iść, wbrew przeciwnościom tego świata
(Idź), nawet jak nie masz już do kogo wracać
(Idź), naprawdę do stracenia nie masz nic
Zobacz, co w życiu weryfikuje i zmienia w sny

[Zwrotka 1]
Tytułem wstępu, powtarzam wciąż Marymont reprezentuj
Nie daj szans skurwysynom, którzy żyją bez respektu
Pokaż miłość, tym którzy zasługują na nią
Żeby się rozwinąć musisz iść, niech inni zostaną
Twoje życie, twój moment, twój mikrofon znów płonie
Zostawiłeś grę i słyszysz głos mówiący wróć do niej
Twój wybór, twój plan, to samo dookoła
Tylko od ciebie zależy to, czy czegoś dokonasz
Bądź ponad, pot będzie ściekał po skroniach
Zapamiętaj atak to najskuteczniejsza obrona
Nikt nie będzie cię pamiętał, w drodze do piekła
Zawsze bądź świadomy tego, czemu poświęcasz
Swoje życie, swój czas plus swoją wiarę
Nie zapomnij ile razy już śmierć pokonałeś
Pokochałeś tę muzykę, grę znienawidziłeś
W końcu czas przegranych minie, bez słabych linijek
Zawsze mów prawdę, pluj na grę, drogę znów znajdziesz
Zadbaj o to żeby wrogom wciąż lądował chuj w gardle
I nie pozwól, żeby sukces tobą zawładnął
Nieważne gdzie będziesz, nie daj ściągnąć się na dno

[Refren] x2

[Zwrotka 2]
Talent jest darem od Boga, to nie świat cię wychował
Dojdziesz tam gdzie chciałeś zobacz, naucz się nie wierzyć w słowa
Nie daj się zatrzymać, przyjaciół rozpoznasz po czynach
Idź za ciosem twoja era się od nowa zaczyna
Zapal znicz, pamiętaj o tych, którzy odeszli
Wyciągnij wnioski z tamtych dni, nim zdążysz je skreślić
Pozostań konsekwentny, decyzje podejmując
Te niewłaściwe notorycznie życie komplikują
Nie ufaj nikomu, daj sobie chwilę postoju
W życiu pełnym podbojów, kolejną milę od domu
Nie myśl o błędach, większości z nich nie naprawisz
Znasz zasady, żyj tak, żeby ich nie zdradzić
Myśl, słuchaj rad, ale rozsądnych i mądrych
Za wielu daje się powoli pogrążyć
Pokusom świata, blizny uczą przebaczać
Zastanów się dlaczego od ludzi znów się odwracasz
Nie możesz się poddać, nie ma gotowych rozwiązań
Nie ma na skróty dróg, przestań wstecz się oglądać
Podnieś wzrok, jeszcze wiele przed tobą
Zadbaj o to, żeby dojść tam, gdzie zwycięzcy chodzą

[Refren] x2